Acid Jazz

parkiet z tradycją

Wyobraź sobie Londyn pod koniec lat 80. Z jednej strony kluby tętnią surowym, elektronicznym acid house’em. Z drugiej – w bocznych salach i mniejszych pubach dojrzewa rewolucja napędzana zupełnie inną energią. Didżeje wyciągają ze starych skrzyń zakurzone winyle z lat 60. i 70. – zapomniane perełki jazz-funku, soulu i hard bopu. Łączą je z nowoczesnym, hip-hopowym beatem.

Tak narodził się Acid Jazz – gatunek, który udowodnił, że jazz wcale nie musi być muzyką wyłącznie do siedzenia w zadymionych fotelach. Może porwać do tańca całe pokolenie.

Wszystko zaczęło się od żartu i… przypadku. Nazwa gatunku, choć brzmi dumnie, powstała nieco przekornie. Przypisuje się ją słynnemu brytyjskiemu didżejowi, Gillesowi Petersonowi. Podczas jednej z imprez w 1987 roku, gdy na parkiecie królował elektroniczny acid house, Peterson puścił stary, energetyczny kawałek jazz-funkowy i rzucił do mikrofonu: „A to jest mój acid jazz!”.

Żart chwycił natychmiast. Niedługo potem Peterson wraz z Eddiem Pillerem założyli wytwórnię Acid Jazz Records, która stała się inkubatorem dla nowej sceny.

Samplery kontra żywe instrumenty. To, co najciekawsze w historii acid jazzu, to jego dwoista natura. W pierwszej fazie był to gatunek typowo didżejski. Producenci brali na warsztat sekcje rytmiczne z płyt takich mistrzów jak Lou Donaldson, Grant Green czy Herbie Hancock, zapętlali je i dodawali nowoczesny groove.

Szybko jednak okazało się, że maszyny to za mało. Na scenę wkroczyli młodzi, genialni muzycy, którzy chcieli grać tę muzykę na żywo. Powstały zespoły, które połączyły jazzową improwizację z funkową energią:

Dlaczego acid jazz był ważny? Acid jazz zadziałał jak pomost międzypokoleniowy. Młodzi ludzie, którzy na co dzień słuchali hip-hopu czy muzyki klubowej, nagle zaczęli odkrywać klasyków jazzu z lat 50. i 60. Zrozumieli, że groove, którego szukają w nowoczesnych bitach, został wymyślony dekady wcześniej przez genialnych basistów i perkusistów.

Gatunek ten na nowo zdefiniował pojęcie „cool”. Pokazał, że szacunek do tradycji i instrumentalnego kunsztu można idealnie połączyć z luzem i nowoczesną produkcją.

Choć złota era acid jazzu przypada na lata 90., jego duch nigdy nie zginął. Dziś słyszymy go w twórczości takich artystów jak Thundercat, Kamasi Washington czy w nowoczesnym nurcie nu-jazzu i neo-soulu. Acid jazz udowodnił, że niezależnie od czasów i technologii, w muzyce najważniejsza jest jedna rzecz: groove.