Organy Hammonda
Historia i znaczenieJeśli ktoś słuchał klasycznego rocka, jazzu lub bluesa jest duża szansa, że zna to brzmienie: głębokie, wirujące, niemal organiczne. To właśnie dźwięk organów Hammonda, ikony, która zdefiniowała brzmienia całych gatunków muzycznych. Za tym legendarnym instrumentem kryje się historia pełna przypadków i zaskakujących zwrotów akcji.
Laurens Hammond, człowiek, który dał światu jeden z najbardziej ekspresyjnych instrumentów, był z wykształcenia mechanikiem oraz płodnym wynalazcą, lecz nie muzykiem. Jego firma zajmowała się produkcją zegarów sprężynowych i tasowaczy do brydża. Inspiracją do stworzenia serca instrumentu - koła tonowego - były ruchome zębatki w jego zegarach elektrycznych i dźwięki, które generowały.
Zanim instrument trafił do klubów jazzowych i scen rockowych został wprowadzony na rynek jako tańsza i kompaktowa alternatywa dla wielkich kościelnych organów piszczałkowych. To był sukces, jednak sprowokował establishment. W 1936 roku Federalna Komisja Handlu oskarżyła firmę o fałszywe i wprowadzające w błąd reklamy, jakoby nowy instrument był w stanie odtworzyć brzmienie organów piszczałkowych. Odbył się fascynujący pojedynek - w kaplicy Uniwersytetu w Chicago stanęły na przeciw siebie organy Hammonda za 2600 dolarów i warte 75000 organy kaplicy. Choć Hammond przegrał, to rozgłos medialny okazał się bezcenny. Tak więc instrument został zawłaszczony przez rewolucjonistów jazzu a później rocka. Poza tym właściciele klubów zorientowali się, że otrzymanie organów w klubie jest tańsze niż całego Big Bandu.
Charakterystyczne, wirujące i przestrzenne brzmienie, będące synonimem organów Hammonda, nie pochodziło od samego instrumentu, lecz z zewnętrznego głośnika. Jego twórca, Donald Leslie, także chciał imitować organy piszczałkowe. Hammond się temu kategorycznie sprzeciwił. A jednak… muzycy pokochali to połączenie i to właśnie ta kombinacja zyskała status ikony. Ostatecznie dopiero w 1980 roku firma Hammonda przyznała się do błędu i… kupiła firmę Leslie.
Muzycy zafascynowali się dwiema “wadami”, które nadają brzmieniu instrumentu jego surowy, perkusyjny charakter. Pierwszy to key click - kliknięcie słyszalne w momencie naciśnięcia klawisza. Drugi to crosstalk - przesłuch - subtelne przenikanie dźwięku z sąsiednich kół tonowych. Kiedy inżynierowie próbowali naprawić owe błedy konstrukcyjne, muzycy kategorycznie oprotestowali.
Uruchomienie organów to prawdziwe wyzwanie. Potrzeba aż 12 sekund i odpowiednia procedura, aby rozpędzić koła tonowe instrumentów. W dobie instrumentów odpalanych jednym guzikiem i natychmiast, wydawać się to może anachronizmem, lecz muzycy polubili ten rytuał.
Wśród wielu modeli produkowanych przez firmę Hammond najpopularniejszym stał się B-3. Posiadał dwie klawiatury, każda z 61 klawiszami oraz klawiaturę pedałową obejmującą co najmniej 2 oktawy. Nie miał wbudowanego wzmacniacza i głośników, więc muzycy wykorzystywali najczęściej o głośniki Lesliego. Jego klawisze miały zaokrąglone krawędzie (od modelu B-2), co ułatwiało szybkie wykonywanie pasaży. Najważniejszą innowacją tych organów była perkusja harmoniczna, której zadaniem było emulowanie takich instrumentów jak harfa, marimba czy ksylofon. Był to najdłużej produkowany model firmy - od 1954 do 1974 roku:
