The New Standard
The New Standard z 1996 roku to bez wątpienia majstersztyk i absolutnie wyjątkowy punkt w dyskografii Hancocka. To, co robi największe wrażenie, to odwaga w doborze materiału i to, jak genialnie go potraktował. Hancock wziął na warsztat kompozycje takich artystów jak Prince (Thieves in the Temple), Peter Gabriel (Mercy Street), Nirvana (All Apologies), Beatlesi czy Steely Dan, i zamiast zrobić z tego tanie, popowe „poprawiny”, stworzył nowy kanon.
Zagrał te utwory z ogromną klasą, wspierany przez absolutną elité – na basie Dave Holland, na perkusji Jack DeJohnette, na gitarze John Scofield, a na instrumentach perkusyjnych Don Alias. Tam jest niesamowity ogień, ale też ogromna dojrzałość.
Gdy pod koniec lat 90. Herbie Hancock ogłosił, że nagrywa album z jazzowymi interpretacjami utworów Nirvany, Prince’a, Petera Gabriela czy Steely Dan, wielu krytyków kręciło nosem. Łatwo było posądzić go o chwyt marketingowy. Wystarczy jednak włączyć The New Standard, by natychmiast pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości.
Z jednej strony słychać tu genialny, progresywny zamysł, z drugiej – trudno nazwać ten materiał czystym post-bopem. Hancock i towarzyszący mu giganci nie zrobili prostego cover-albumu. Dali tym popowym i rockowym melodiom zupełnie nowe, głębokie życie, nasycone organicznym groovem, fantastyczną przestrzenią i niesamowitą sekcją rytmiczną.
The New Standard dowodzi jednego: dobra melodia to dobra melodia, niezależnie od tego, z jakiego gatunku pochodzi. A w rękach takiego zespołu staje się po prostu pełnokrwistym, współczesnym jazzem na najwyższym poziomie.
