All the Things You Are
Kiedy Jerome Kern i Oscar Hammerstein II pisali w 1939 roku piosenkę do broadwayowskiego musicalu Very Warm for May, z pewnością nie przypuszczali, że tworzą jeden z najważniejszych poligonów doświadczalnych w historii nowoczesnego jazzu. Sam musical okazał się komercyjną klapą i zniknął z afisza po niespełna dwóch miesiącach, ale „All the Things You Are” rozpoczęło drugie, nieśmiertelne życie. Dla jazzmanów ten utwór stał się czymś znacznie więcej niż chwytliwym standardem ze śpiewnika Great American Songbook. Stał się papierkiem lakmusowym kunsztu harmonicznego, fundamentem pod narodziny bebopu i absolutnym klasykiem, do którego wraca każde kolejne pokolenie muzyków.
Siła kompozycji tkwi w jej niezwykłej architekturze. Kern stworzył melodię, która płynie naturalnie i śpiewnie, a jednocześnie opiera się na nieustannych modulacjach, wędrując przez zaskakujące, odległe od siebie tonacje.
Choć pierwsze nagrania miały charakter taneczny i estradowy, prawdziwy przełom nastąpił w połowie lat 40. Dizzy Gillespie i Charlie Parker (1945): Wprowadzili słynny, chromatyczny wstęp i kodę zaczerpnięte z Preludium cis-moll Rachmaninowa, które weszły na stałe do jazzowego kanonu.
W późniejszych dekadach utwór stał się polem do popisu dla mistrzów harmonii i improwizacji. Bill Evans Nasycił go swoim impresjonistycznym dotykiem, reharmonizując strukturę z niebywałą subtelnością i głębią:
Keith Jarrett Wraz ze swoim Standards Trio (Peacock/DeJohnette) rozwinął temat w wielominutowe, transowe misterium, pełne energii i melodycznego polotu.
„All the Things You Are” nie starzeje się ani trochę. Pozostaje uniwersalnym językiem jazzmanów na całym świecie – utworem, w którym matematyczna precyzja harmonii spotyka się z czystą, niczym nieskrępowaną emocją.
