Page Background

Autumn Leaves

Gdyby poprosić muzyków jazzowych o wskazanie pierwszego utworu, który potrafią zagrać bez nut o trzeciej nad ranem, ogromna większość bez wahania wymieniłaby „Autumn Leaves”. To nie tylko absolutny fundament jazzowej edukacji, ale przede wszystkim kompozycja o niezwykłej głębi emocjonalnej. Ta piosenka z francuskiego dramatu filmowego stała się najczęściej nagrywanym standardem w historii muzyki improwizowanej.

Historia utworu zaczyna się w 1945 roku we Francji. Węgiersko-francuski kompozytor Joseph Kosma stworzył melodię do wiersza wybitnego poety Jacques’a Préverta. Piosenka nosiła tytuł „Les feuilles mortes” (Martwe liście) i pojawiła się w filmie Wrota nocy (Les Portes de la nuit, 1946), gdzie zaśpiewał ją Yves Montand.

Przełom za oceanem nastąpił w 1947 roku, kiedy legendarny autor tekstów Johnny Mercer napisał angielskie słowa. Choć Mercer nieco złagodził gorzki wydźwięk francuskiego oryginału, nadał mu poetycką, uniwersalną tęsknotę, wprowadzając do popkultury ikoniczny obraz opadających, czerwono-złotych liści za oknem. W 1955 roku pianista Roger Williams nagrał swoją fortepianową wersję, świat jazzu wiedział już, że ma do czynienia z materiałem doskonałym.

Przez dekady „Autumn Leaves” nagrywano tysiące razy – od ballady po szybki bebop. Te trzy interpretacje zdefiniowały ten standard:

Cannonball Adderley & Miles Davis. Dla wielu wersja absolutnie ostateczna. Genialny, mroczny wstęp w wolnym tempie, oszczędna trąbka Milesa z tłumikiem Harmon i potężny, pełen soulu ton saksofonu Adderleya. Hank Jones na fortepianie i Art Blakey na perkusji tworzą sekcję rytmiczną, która hipnotyzuje od pierwszego taktu.


Bill Evans Trio. To tutaj narodziło się nowoczesne trio fortepianowe. Evans nie traktuje utworu jak zwykłego tematu z akompaniamentem – wraz ze Scottem LaFaro na kontrabasie i Paulem Motianem na perkusji prowadzą równorzędny, trójgłosowy dialog. Aranżacja zachwyca swingującym drive’em i nowoczesną, impresjonistyczną harmonizacją.


Keith Jarrett Trio. Keith Jarrett, Gary Peacock i Jack DeJohnette potrafili grać standardy tak, jakby komponowali je na nowo w czasie rzeczywistym. Ich koncertowe wersje „Autumn Leaves” tętnią niesamowitą energią, techniczną wirtuozerią i głębokim porozumieniem między muzykami.