Page Background

Watermelon Man

Kiedy w 1962 roku 22-letni Herbie Hancock wchodził do studia Van Geldera, by nagrać swój debiutancki album Takin’ Off, potrzebował jednego utworu, który chwyci publiczność za serce (i portfele). Chciał stworzyć coś, co zakorzenione było w czarnej tradycji, a jednocześnie miało ten specyficzny, taneczny puls. Tak narodził się „Watermelon Man” – jeden z najbardziej ikonicznych standardów jazzowych wszech czasów.

Inspiracja do napisania tego utworu była niezwykle przyziemna, wręcz filmowa. Hancock wspominał krzyk sprzedawcy arbuzów, którego słyszał jako dziecko mieszkające w Chicago. Koła wozu stukające o brukowane uliczki i ten charakterystyczny, melodyjny nawoływacz stały się fundamentem rytmicznym i melodycznym kompozycji.

W oryginalnej wersji z 1962 roku (z Freddiem Hubbardem na trąbce i Dexterem Gordonem na saksofonie) dostaliśmy rasowy, hardbopowy blues o strukturze 16-taktowej. Utwór momentalnie stał się hitem, a gdy rok później Mongo Santamaría nagrał jego latynoską wersję w stylu boogaloo, „Watermelon Man” trafił do pierwszej dziesiątki popowej listy przebojów Billboardu. Zarobione na prawach autorskich pieniądze pozwoliły Herbiemu przeżyć spokojnie kilka lat i bezstresowo eksperymentować.

Prawdziwy geniusz Hancocka objawił się jednak w 1973 roku, kiedy postanowił nagrać ten utwór na nowo na przełomowy album Head Hunters. Jeśli znasz tylko wersję pierwotną, ta z lat 70. może Cię zszokować.

Herbie obdarł utwór z tradycyjnej, jazzowej sekcji dętej na rzecz tłustego, funkowego basu (Paul Jackson) i syntezatorów. Najbardziej niesamowity jest jednak wstęp: Bill Summers wykonuje tam partię naśladującą muzykę Pigmejów Ba-Benjellé, dmuchając w… szyjkę od butelki po piwie (na przemian z dźwiękami imitowanymi głosem). Efekt? Ponadczasowy, plemienny funk, który do dziś brzmi nowocześnie i świeżo.

Na początku lat 90. brytyjska grupa Us3 dostała jako pierwsza w historii nieograniczony dostęp do archiwów legendarnej wytwórni Blue Note. Efektem był utwór „Cantaloop (Flip Fantasia)”, który stał się gigantycznym, światowym hitem. Co ciekawe, choć tytuł nawiązuje do innego utworu Hancocka („Cantaloupe Island”), to główny, porywający sampel dęciaków i struktura groove’u zostały zaczerpnięte bezpośrednio z koncertowej wersji „Watermelon Man” (z albumu I’ve Got You On My Mind). Us3 połączyło ten jazzowy fundament z tłustym, hip-hopowym bitem i rymami Rahsaana Kelly’ego, wprowadzając kompozycję Herbiego na parkiety klubowe lat 90. i pokazując jej absolutną ponadczasowość.

Dlaczego ten utwór to genialny standard? Bo:

Bez względu na to, które oblicze „Arbuza” nam bliskie – akustyczne, elektryczne czy samplowane – jedno jest pewne: Herbie Hancock stworzył potwora, który nie zestarzeje się chyba nigdy.